Trudny powrót z Kazachstanu
Opracowanie poniższe jest próbą oceny rozwiązań systemowych trwającego już 17 lat procesu powrotów (tzw. repatriacji) Polaków z Kazachstanu. Wydaje się, że termin repatriacja w tym wypadku tylko w pewnym stopniu przystaje do opisu sytuacji osób przyjeżdżających do Polski z byłych azjatyckich republik związku Sowieckiego. Pomimo tego, że jest on zdecydowanie bardziej adekwatny niż w przypadku fali przesiedleń z Kresów w latach 1945-1947 i 1956-1959, to byłbym jednak skłonny uznać to za swoisty eufemizm, bowiem tzw. repatrianci przybywają do ojczyzny historycznej, ideologicznej po 70 latach zesłania, już jako 3 pokolenie, ale nie wracają na swoja ojcowiznę, na Wołyń, gdzie często maja nadal rodziny. Stąd posługiwać się będę zatem pojęciem powrotu lub zwrotem tzw. repatriacja.
To doprecyzowanie wydaje mi się konieczne, ponieważ po okresie PRL odziedziczyliśmy chaos pojęciowy wynikający z ówczesnej komunistycznej poprawności politycznej strzegącej poprawności "braterskich" stosunków z ZSRR. Powoduje to nie tylko zamieszanie wśród osób zajmujących się problemem np. Polaków w Kazachstanie i na całym Wschodzie, ale co najistotniejsze, wpływa nadal na losy tysięcy ludzi pozostających poza krajem. Pojęcie repatriacji oznacza bowiem powrót do ojczyzny opuszczonej wcześniej z różnych przyczyn (np. ucieczki przed prześladowaniami bądź w wyniku przymusowych wewnętrznych przesiedleń, niewoli). Stąd repatriantami mogą być uchodźcy bądź przesiedleńcy powracający na tereny skąd zostali wysiedleni, do Ojczyzny. Podkreślić tu należy tu element przymusu lub zagrożenia oraz braku woli opuszczenia kraju w trakcie przesiedlenia czy ucieczki, jest to istotne odróżnienie od np. emigracji zarobkowej.
Natomiast błędna definicja repatriacji jest nadal konsekwentnie używane w prawodawstwie po 1989 roku i upadku komunizmu (np. "Ustawa o repatriacji" z 9 listopada 2000 r.) Kontynuuje się nadal kłamliwa praktykę nazywania polityki przymusowych przesiedleń i wysiedleń lub wymiany ludności stosowaną przez władze komunistyczne pomiędzy Polska Rzeczpospolitą Ludową (PRL) a byłymi Republikami ZSRR oraz Niemcami (NRD). Ten stosowany uporczywie przez kilkadziesiąt lat eufemizm był koniecznym kamuflażem dla kłamliwie podtrzymywanego "bezkonfliktowego współistnienia" z ZSRR i słuszności granic PRL i braku przymusowych wysiedleń.
Repatriacja zakłada w swej istocie i samym rdzeniu słowa powrót do ojczyzny, tylko, że mieszkańcy dawnych Kresów przyjeżdżający na tzw. "Ziemie Odzyskane" nie opuścili nigdy Polski i nie powracali do swej Ojczyzny. To raczej Polska "ich opuściła". Można to opisać przez hipotetyczną sytuację repatriacji z Białegostoku do Szczecina - czy tego typu migrację można nazwać repatriacją?
Szczęśliwie jest to tylko hipotetyczna sytuacja, choć podałem ten przykład nie bez kozery. ZSRR przekazał bowiem dla PRL "Obwód Białostocki" na mocy odrębnej umowy dopiero 16 sierpnia 1945r, ponad rok po uznaniu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, a gdyby Związek Radziecki "nie podarował" Białegostoku? Przecież była to stolica tzw. Zachodniej Białorusi, tworu państwowego, który dobrowolnie w 1939 roku przyłączył się do ZSRR. Bliźniacza stolica tzw. Zachodniej Ukrainy - Lwów pozostała w granicach Ukrainy Sowieckiej.
Podobnie sytuacja Polaków przymusowo przesiedlonych do Kazachstanu z Żytomierszczyzny w latach 30-tych i "powracających" na tereny obecnej Polski, a na ziemie odległe o setki kilometrów tzn. od ojczyzny ich przodków (Wołyń, Podole) - z trudnością może być nazwana repatriacją. Do tego procesu pasowałby raczej termin powrotu ludności deportowanej bądź poddanej represjom.
Porównywalnie nieadekwatna jest terminologia stosowana wobec wcześniejszych akcji z lat 1944-47 i 1955-59.
Nawet sami polscy komuniści przeprowadzając 1-szą i II-gą falę przesiedleń z przyłączonych do ZSRR terenów wschodnich II Rzeczpospolitej, używali często nazwy "ewakuacja ludności" lub gdy dotyczyło to wysiedleń stosowano termin "wymiana ludności", czując niewłaściwość użycia pojęcia repatriacji.
Dobitnie ten chaos pojęciowy ukazuje zestawienie hasła repatriacja z dwu wydań "Encyklopedii PWN. W Małym "Leksykonie PWN" z 1972 roku hasło "repatriacja" ma następujące brzmienie:
"Powrót obywateli jakiegoś państwa (jeńców, uchodźców, przesiedleńców) do ojczyzny" (Sojecki, 1972, s. 992).
Natomiast w "Multimedialnej Encyklopedii PWN 98" ten sam termin zawiera w sobie następujące podobne pojęcie:
"powrót obywateli jakiegoś kraju (jeńcy, internowane osoby cywilne, uchodźcy, więźniowie obozów koncentracyjnych i obozów pracy, deportowani, ewakuowani) do ojczyzny; termin mylnie stosowany na określenie powojennych przesiedleń ludności polskiej ze wschodnich terenów RP włączonych do ZSRR".
Jest to tylko wręcz powtórzenie dawnego hasła, nie ma tu zmiany zakresu, zastosowania nowych pojęć, czy znaczącego rozszerzenia terminologii!? Zaznaczony jest natomiast fakt, że mylnie stosowane jest hasło "repatriacja" do przesiedleń (sic!) ludności polskiej w okresie powojennym z terenów dawnej Rzeczpospolitej. [1]
Proponuje zatem ,gdy stało się to w końcu możliwe, zaprzestać już "koniecznego" dla czasów komunistycznych zakłamania w pojęciach i terminach związanych z przesiedleniami i repatriacją. Dlatego używać będę pojęcia powrotu zamiast repatriacji. W stosunku do Polaków z Kazachstanu.
Jest to doprawdy istotne nie tylko ze względu na prawdę historyczną, ale powoduje to również daleko idące skutki prawne, a w efekcie wpływa nadal na sytuacje życiową tysięcy Polaków w Kazachstanie i na innych terenach. Bowiem przy braku jasno i precyzyjnie ustalonych pojęć urzędnicy jak i politycy podkładają pod pozytywnie kojarzone w Polsce hasło repatriacji dowolną treść. Potoczne skojarzenia dotyczące Polaków w Kazachstanie oscylujące wokół starszych, nędznie ubranych babć przybywający na Boże Narodzenia, bądź miłej, również starszej repatriantki w serialu "Klan".
Czym zatem jest dla polityków i urzędników "polska wersja" repatriacji?
Czy stanie się ona tylko propagandową zasłoną dla ściągnięcia rzesz ludzi dla walącego się systemu ubezpieczeń? Czy przy tej polityce importu młodej i wykwalifikowanej taniej siły roboczej znajdzie się miejsce dla dojarek i traktorzystów z upadających kołchozów w Kazachstanie? Czy będzie to argumentem, że są Polakami? Nie są to tylko hipotetyczne założenia. Sam fakt, iż ponad 50 tysięcy Polaków nadal znajduje się w Kazachstanie jest właśnie efektem ciągłego chaosu w pojęciach prawniczych i toczącego się sporu w łonie polskiej klasy politycznej - konfliktu między pragmatyzmem a patriotyzmem.
Aby zrozumieć te zaszłości należy przypomnieć historyczne losy diaspory polskiej w Kazachstanie.
Skąd się wzięli Polacy w Kazachstanie?
Ten aspekt historyczny losów polskiej diaspory w sposób bardzo znaczący do dziś wpływa na los potomków przesiedleńców.[2]
Po zakończeniu wojny polsko rosyjskiej w 1920 roku i umowach w Rydze na terenie ówczesnego Związku Sowieckiego pozostawało nadal około 2 milionów Polaków. Głównymi skupiskami były okolice Mińska Białoruskiego oraz tereny Podola i Wołynia na Ukrainie sowieckiej, za graniczną rzeką Zbrucz.
Władze sowieckie trwając nadal w przeświadczeniu o nieuchronności konfrontacji z światem kapitalistycznym i wybuchu światowej rewolucji proletariackiej szkoliły przyszłe kadry dla przygotowywanych na terenie Europy republik radzieckich. Podobny eksperyment objął również Polaków zamieszkałych na terenie ZSRS. Na terenach z przewagą ludności powołano dwa życia okręgi autonomiczne polskiej. Jeden nazywany "Dzierżyńszczyzną" na Białorusi w okolicach Mińska ze stolica w Kojdanowie (przemianowanym do dziś na Dzierżyńsk), oraz obwód autonomiczny tzw. "Marchlwszczyzna" na Podolu ze stolicą w Dowbyszu (przemianowanym na Marchlewsk).
Po dojściu do władzy Stalina zaprzestano eksperymentu "koreniizacji"(unarodowienia lokalnego aparatu władzy) i przystąpiono na wstępie do walki z ludnością polską w skali całego kraju. Po wydaniu przez Komisarza Ludowego Spraw Wewnętrznych ZSRS M. Jeżowa, 11 sierpnia 1937 r. słynnego rozkazu nr00485 w jego następstwie do połowy 1938 rozstrzelano 111 tysięcy Polaków i osób związanych z polskością, a ponad 60 tysięcy zesłano na 10 do 15 lat łagru. Sprawami tymi zajmowali się "specjaliści", którzy w niespełna dwa lata później (1940-1941) będą przeprowadzać masowe mordy i wywózki z Kresów po wojnie obronnej 1939 roku, a po 1944 montować będą aparat policji politycznej w PRL (np. płk. Iwan Sierow).
W ten sposób w znacznym stopniu fizyczne unicestwiono cały okręg autonomiczny "Dzierżyńszczyzny" na Białorusi. Liczebność ludności polskiej na Białorusi spadła w przeciągu roku (od 1937 do 1938) o ponad 50% (ze 119,9 tyś. do 58,4 tyś.) (Pietrow N.W, Rogińskij A.B,1997, s. 22-43; Polski S.A.,1996, s. 6)
Inny los stał się jednak udziałem przynajmniej części Polaków z "Marchlewszczyzny" na Ukrainie. Tak przed, jak i w trakcie masowych egzekucji z lat 1937-1938 cześć osób o silnej polskiej tożsamości narodowej została przesiedlona do Kazachstanu w ramach oczyszczania przygranicznego pasa wzdłuż rzeki Zbrucz (granica sowiecko-polska) z "elementów niepewnych" dla władzy sowieckiej. (Stepień St. 1998, ss. 273-303)
Dlaczego nie mogli powrócić z Kazachstanu?
Polacy pozostający nadal w Kazachstanie zostali pominięci przez władze polskie przy kolejnych etapach fali powrotów do Polski. Z Kazachstanu, z tych samych wsi gdzie wspólnie mieszkali przesiedleni w 1936 r. Polacy z Ukrainy Sowieckiej jaki Polacy z terenów II Rzeczpospolitej, powrócić mogli jedynie obywatele polscy, którzy trafili tu po wojnie obronnej 1939 roku i zostali przesiedleni z ziem zajętych przez ZSRR. Często "etnicznych" Polaków z Żytomierszczyzny zawracano wręcz z wagonów repatriacyjnych jadących do Polski z "Polakami-obywatelami". (Bogusławski F. 2005)
Ta "dziwna" ale i tragiczna sytuacja wynika z założenia przyjętego i obowiązującego w znacznym stopniu do dziś w prawodawstwie polskim, a konsekwentnie stosowana była w przeszłości w umowach z ZSRS. Wedle tych założeń warunkiem koniecznym do uznania za Polaka jest posiadanie przez dana osobę lub jej przodków obywatelstwa polskiego. Stąd Polacy w Kazachstanie, których praojcowie byli obywatelami tylko I Rzeczpospolitej, przesiedleni w 1936 spoza granic RP (z terenów Ukrainy sowieckiej), nie byli definiowanie przez władze polskie i radzieckie jako Polacy, ponieważ nie posiadali obywatelstwa II RP.
Te uwarunkowania prawno-polityczne egzystują do dziś. W prawodawstwie polskim również obecnie nie istnieje tryb stwierdzania przynależności do narodu polskiego, konsekwentna definicja Polaka i samego narodu polskiego (swoistym wyjątkiem jest tylko ustawa o repatriacji powstała w odpowiedzi na "nielegalne" powroty w latach 90-tych Polaków z Kazachstanu do Polski).
Trzecia fala powrotów ze Wschodu
Jak już wspomniałem Polacy przesiedleni do Kazachstanu z "Marchlewszczzny" nie doświadczyli jednak dobrodziejstwa powrotu do Polski ani w pierwszej fali tzw. repatriacji 1945-47 ani w latach 1956-59. Pomimo zaangażowania do tych akcji wielkich środków ze strony państwa, włączenia licznych jego instytucji (milicja, samorządy, ministerstwa), zaoferowania wszelakiej formy pomocy mieszkaniowej, kredytowej, żywnościowej, a nawet zwolnienia z podatków w ramach prowadzonej przez repatriantów działalności gospodarczej - nie znaleziono miejsca na repatriacje wszystkich Polaków z Kazachstanu. Zostali oni poddani przez okres 20 lat potwornemu systemowi przymusowego przesiedlenia, pracy w systemie "trudo dni", komendanturze wojskowej.
Przyjęta zasada w pierwszej fali 45-47 tzw. repatriacji obustronnych umów z Republikami Sowieckimi Białorusi i Ukrainy doprowadziła natomiastdo przesiedlenia licznej rzeszy Polaków z Kresów na tzw. Ziemie Odzyskane oraz Ukraińców i Białorusinów z Podlasia, Lubelszczyzny i Rzeszowszczyzny na tereny Ukrainy i Białorusi.
Również w drugiej fali tzw. repatriacji z lat 1956-59 pomimo przychylności ludności, stosunkowo dobrze przygotowanej strukturze instytucji w ramach działań Pełnomocnika ds. Repatriacji Mieczysława Popiela oraz za-angażowaniu dużych środków finansowych w ramach repatriacji nie uwzględniono Polaków z Kazachstanu.[3]
Polacy pozostający ci bowiem będąc narodowości polskiej, co było ich "podstawową winą" i za co zostali przesiedleni, nie byli jednak nigdy obywatelami II RP, dlatego w oparciu o pojęcie obywatelstwa PRL funkcjonującego na zasadzie ius soli, pomimo prowadzonej repatriacji nie zostali nią dwukrotnie objęci. W sumie z terenów, jakie przypadły ZSRS, jak i z łagrów mogli przyjechać do Polski tylko dawni obywatele polscy (i ich dzieci) narodowości polskiej i żydowskiej.
Trzecia fala powrotu ze Wschodu rozpoczęła się samorzutnie po upadku komunistycznych rządów w Polsce w 1989 roku. To głownie Polacy z Kazachstanu zaczęli samodzielnie przyjeżdżać do Ojczyzny po rozpadzie ZSRS w 1992 roku, co miało miejsce przy wydatnej pomocy osób prywatnych z Polski. W trakcie tego procesu zaczęły włączać się w akcję repatriacyjną również samorządy gminne. Uznanie za "repatrianta" w obliczu prawa obowiązującego w pierwszej połowie lat 90-tych w Polsce było niemożliwe, nie istniały również polskie przedstawicielstwa dyplomatyczna w Kazachstanie. Dopiero w 1996 roku MSZ RP wydało instrukcje w sprawie procedury repatriacyjnej.
Dlaczego się nie udało również obecnie sprowadzić Polaków z Kazachstanu?
Wydaje mi się, że można użyć tak ostrego stwierdzenia do formy repatriacji, jaka ma obecnie miejsce. W okresie 17 lat przyjechało do Polski około 6000 (sześciu tysięcy) repatriantów i to w znacznym stopniu na koszt własny repatrianta, szczególnie w pierwszych latach spontanicznego procesu. Większość repatriantów stanowili Polacy z Ukrainy, Białorusi i Litwy, proces ten został zatrzymany dopiero w 2000 roku, gdy wprowadzono ograniczenie w repatriacji do strefy azjatyckiej byłego ZSRR, ale fala złożonych do grudnia 2000 roku wniosków owocowała jeszcze przyjazdami z Kresów Rzeczpospolitej w latach następnych. Wszystko to ewidentnie blokowało drogę dla stosunkowo najuboższej diaspory kazachstańskich Polaków, w większości nie będących wstanie na koszt własny przyjechać do Polski.
Dla przykładu po wprowadzeniu ustawy o repatriacji z 9 listopada 2000 roku przez okres od 1 stycznia 2001 roku do końca 2005 roku wpłynęło 2692 wniosków o wydanie wizy repatriacyjnej. O ile w 2001 przyjęto 929 wniosków, to w 2005 ponad trzykrotnie mniej (276).
Równocześnie w tym samym czasie działania ustawy (czyli od I 2001 do XII 2005 roku) władze polskie (Urząd ds. Spraw Repatriacji i Cudzoziemców) przekazał zaledwie zaproszenia dla 109 rodzin (w roku 2002 w swym systemie "Rodak" znalazło miejsce 11 rodzin, w 2001 - czyli pierwszym roku działania ustawy - URiC przyjął do Polski z kolejki 8 rodzin). Pozostali czekają od lat w kolejce.
Zrozumiałym jest zatem, że coraz mniejsza liczba naszych rodaków składa wnioski o wizę repatriacyjną, gdyż uzyskanie odpowiedniej liczby podań i zaświadczeń (stale się dezaktualizujących) koniecznych dla uzyskania jedynie przyrzeczenia o wizie i wynosi koło 1 tys. dolarów USD na rodzinę. W obecnej chwili (rok 2006) aplikujących do wizy repatriacyjnej jest 4142 osoby, z czego z Kazachstanu to 1398 osób.
Dla porównania zestawię te dane z rocznym kontyngentem repatriacji Niemców z Kazachstanu, jaki w swej książce podał były ambasador RP w Kazachstanie M. Gawęcki, a wynosił on na początku lat 90-tych 225 tysięcy osób.(niemiecka Ustawa o ustaniu skutków wojny z 1992 roku (Kriegsfolgenbereingungsegesetz - KfbG), Erlick J. 2006 ss. 86-87, Gawęcki M. 1996, ss, 46-47). Repatriacja niemiecka z Kazachstanu zakończyła się w ciągu kilku lat pierwszej połowy ostatniej dekady XX wieku i objęła jak się szacuje około 700 tysięcy osób.
Wydaje mi się zatem w pełni uzasadnione stwierdzenie o całkowitym fiasku przyjętego systemu tzw. repatriacji przez czynniki rządowe.
Ustawa z 2000 roku
W grudniu 2000 roku została przyjęta przy raczej małym zainteresowaniu sejmu "Ustawa o repatriacji z dnia 9 listopada" ujmująca całościowo problem w tym tryb przyznania, weryfikacje kandydatów, zawarty został w również niej system subsydiów dla gmin przyjmujących, oraz gwarancje zwrotu kosztów podróży, a także środki zapomogowe na zagospodarowanie. W ustawie nadal podstawę stanowił pomysł repatriacji indywidualnej, jednostkowej, gdzie granica skali procesu jest skłonność gmin do przyjmowania repatriantów.
Pewna próbą wejścia w nową drogę - być może "kwotową", szerszą i przy większym udziale środków państwowych można uznać powołanie (jedynie na papierze) w drodze rozporządzenia wynikającego z ustawy Urzędu Pełnomocnika Rządu ds. Repatriacji. Jednak nowy skład sejmu w 2001 roku zmienił brzmienie ustawy i uchylił punkt o powołaniu urzędu. Sprawy nadzoru nad tzw. repatriacją wróciły w pełni do MSWiA.
System "Rodak" 2001-2005
Nowa ustawa miała "ułatwić" znalezienie przez repatrianta sponsorów Polsce. W tym celu, na mocy ustawy z 2000 roku, powołano do istnienia w maju 2001 r. wypracowany w Urzędzie ds. Repatriacji i Cudzoziemców system "Rodak", który oprócz kontaktowania głównie gmin jak i osób fizycznych dających prace i mieszkanie z potencjalnymi repatriantami, miał również zająć się ewidencją wszystkich osób, które przeszły procedurę repatriacyjna, ale nie znalazły miejsca do osiedlenia. W zamyśle twórców systemu leżało dawanie subsydiów gminom, które same zgłosiłby się "niejako w ciemno" do systemu i nie miały własnych kandydatów. System ten również zajmował się aktywizacją zawodowa nowoprzybyłych oferując teoretycznie przedsiębiorcom atrakcyjna pomoc w tworzeniu nowych miejsc pracy. Gminy przyjmujące znanych im już wcześniej repatriantów, na początku funkcjonowania systemu nie otrzymywały pełnego wymiaru dofinansowania.
W ramach działań urzędników URiC i w oparciu o wypracowany przez nich system "Rodak" przyjechało do Polski:
- w 2001 roku przydzielono 8 zaproszeń i przyjechało 8 rodzin;
- w 2002 roku przydzielono 11zaproszeń i przyjechało 11 rodzin;
- w 2003 roku przydzielono 25 zaproszeń i przyjechało 23 rodzin.
W 2003 urzędnicy MSWiA wnieśli poprawki, a parlament uchwalił nowelizację Ustawy o Repatriacji - nie wpłynęło to jednak w najmniejszym stopniu na wadliwy mechanizm działania systemu "Rodak", przytaczam dane:
- w 2004 roku przydzielono 26 zaproszeń i przyjechało 21 rodzin;
- w 2005 roku przydzielono 20 zaproszeń i przyjechało 10 rodzin.
W sumie w ramach systemu "Rodak" przyjechało 277 osób. Natomiast w tym samym okresie (2001-2005) łącznie na podstawie wizy repatriacyjnej przybyły do RP 2994 osoby, czyli 2717 poza systemem oraz wojewodowie uznali za repatrianta 661 osoby. Nadal można przybywać na koszt własny i otrzymać wizę repatriacyjna od konsula wykazując się wystarczającymi, w ocenie dyplomaty, środkami. Dużą rzesze repatriantów w tym okresie stanowili Polacy z Białorusi i Ukrainy, którzy wystąpili o przyznanie wizy przed wejściem w życie ustawy z 9 listopada 2000 roku.
Nowelizacja ustawy w 2003 roku
Ta niewątpliwa porażka systemu "Rodak" jak i samego pomysłu indywidualnej (nie kwotowej) i wybiórczo tylko wspomaganej finansowo przez państwo repatriacji skłoniła stronę MSWiA w 2003 r. do zaproponowania nowelizacji "Ustawy o repatriacji". Były to jednak zabiegi "kosmetyczne" dotyczące zasadniczo sytuacji rodziny repatrianta, aktywizacji zawodowej i zwrotu kosztów dla przyjmującego samorządu gminnego. Nie nastąpiła zasadnicza zmiana konceptu repatriacji, nowelizacja nie przyczyniła się do zwiększenia skali repatriacji ani przyznawanych przez rząd RP środków. Trudno nawet stwierdzić na ile sam system "Rodak" był niewydolny, a na ile jego mechanizmy (w ramach ustawy z 2000 roku i jej nowelizacji) zostały tylko zablokowanie przez wstrzymanie przyznanych na ten cel środków (bowiem Rząd RP w 2001r. nie wypłacił gminom przyjmującym repatriantów środków należnym im w ramach ustawy, co można przypuszczać wywołało nieufność wobec całej akcji ze strony samorzadów).
Niewykorzystane coraz mniejszych środków przyznawanych przez rząd RP 2004, 2005
Pomimo istnienia kolejki około 4000 Polaków posiadających przyrzeczenie rządu RP o repatriacji i oczekujących już latami na wyjazd do Ojczyzny aktywność urzędników MSWiA oraz MSZ jest znikoma. Z okrajanych rokrocznie środków przyznawanych przez rząd. Również sukcesywnie z roku na rok rząd RP obniża środki przeznaczane na repatriację:
- 2002 r. rezerwa ceowa wynosiła 25 000 000 złotych, z czego wyasygnowano 23 187 000 złotych;
- 2003 r. przyznano kwotę 15 000 000 złotych, przekazano zaś 12 997 230 złotych;
- 2004 z przyznanych 15 000 000 złotych;
- 2005 r. z przyznano 12 000 000 złotych.
Co ciekawe i szokujące w latach 2004 i 2005 pomimo zmniejszenia środków i gigantycznej kolejki oczekujących na repatriację Urząd ds. Repatriacji i Cudzoziemców nie wykorzystał całości dotacji! I tak:
- w 2004 r. z przyznanych 15 000 000 złotych spożytkowano zaledwie 10 761 067 złotych,
- w 2005 r. z rezerwy w wysokości 12 000 0000 złotych wydatkowano zaledwie 10 198 127 złotych.
Duże trudności sprawiały również sprawy emerytalne, kombatanckie, komplikacje wynikające z nie uznania za obywatela współmałżonka innej narodowości.
Polityka polska wobec mniejszości w Kazachstanie
Jednym z podstawowych problemów dla repatriantów, ale można przypuszczać również i dla prowadzenia aktywnej akcji dyplomatycznej ze strony RP, leży fakt, iż Polska do dziś nie posiada ambasady w stolicy Kazachstanu, ani konsulatów w miastach obwodowych gdzie zamieszkują znaczne zbiorowości ludności polskiej. Powoduje to istotne problemy. Konsulowie docierają do głównych skupisk Polaków sporadycznie, inaczej niż miało to miejsce w poprzednich falach tzw. repatriacji wypadku działania Państwowego Urzędu ds. Repatriacji, którego urzędnicy z założenia pracowali w terenie. Ambasada polska oddalona jest od miejsc zamieszkiwania największych społeczności przesiedleńców o około 1500 km, czyli odległość porównywalna z droga z Warszawy do Londynu czy Paryża, co uniemożliwia wręcz kontakt ,szczególnie mniej zamożnym z placówką polską.
Wszystko to stanowi poważne utrudnienie dla Polaków w Kazachstanie, szczególnie jest weźmie się pod uwagę fakt, że jedyną instancja sprawdzająca polskie pochodzenie i nadająca status repatrianta jest polski konsul w byłej stołecznej Ałma-Acie. W nowelizacji ustawy wprowadzono wprawdzie punkt o możliwości odwołania się od decyzji konsula w spawie nie przyznania repatriacji do Prezesa Urzędu ds. Uchodźców i Repatriacji (co do 2003 było praktycznie niemożliwe, konsul był, jak mówi rosyjskie przysłowie - "carem i Bogiem"), ale jest to jednak nadal punkt martwy, a wręcz tragikomiczny w sytuacji rodziny kołchoźników z dalekiego stepu, dla których samo dotarcie do Ałma-Aty i ambasady oraz zebranie drogich zaświadczeń stanowi już wielkie wyzwanie. Podróż do Polski i wszczynanie posterowania odwoławczego lub jego nadzorowanie z rodzinnej wioski jest praktycznie niemożliwe.
Specyfiką sytuacji w Kazachstanie jest wspieranie przez stronę rządu polska często osób skompromitowanych czy otwarcie niechętnych idei repatriacji, a swego czasu nawet wrogich powołaniu związku Polaków w Kazachstanie. Szczególnie kontrowersyjna w latach 90-tych była pomoc ze strony rządowej dla Stowarzyszenia Kultury Polskiej założonego w Kazachstanie przez zwolnionych dyscyplinarnie przez MENiS nauczycieli, dokonujących pośród młodzieży polskiej licznych wymuszeń i dopuszczających się molestowania seksualnego. System studiów w Polsce i automatyczne przyznawania statusu repatrianta dla absolwentów pochodzących z Kazachstanu dawał nauczycielom bardzo silny "argument' wobec dziewcząt pragnących podjąć studia w Polsce. Po wyrzuceniu ze stanowisk część z nich pozostała w Kazachstanie.
Trudne wybory Polaków w Kazachstanie
Długotrwały, bo już kilkunastoletni proces powolnej repatriacji zmusza zamieszkałych tam Polaków do trudnych wyborów w poszukiwaniu szans życiowych dla siebie i dzieci. Opuszczają oni Kazachstan i nie mogąc dostać się do Polski, przyjmują obywatelstwo rosyjskie, co w ich mniemaniu daje większa pewność przetrwania i potencjalne możliwości, niż życie w azjatyckiej i muzułmańskiej republice jako biała, rosyjskojęzyczna mniejszość.
Co należy podkreślić, nie są to tylko czysto koniunkturalne wybory, znaczna grupa kazachstańskich Polaków po otrzymaniu obywatelstwa rosyjskiego zamieszkała w obwodzie kalianingradzkim (Królewiec) graniczącym z Polską, by w ten sposób znaleźć się jak najbliżej swej ojczyzny. Szczególnie dobitnie świadczy o tym przykład kołchozu w Oziersku, gdzie w 1997 roku osiedlili się pierwsi Polacy z dwu czysto polskich wsi w Kazachstanie (Jasna Polana i Zielony Gaj). Powstała tam parafia rzymskokatolicka, która prowadzą Franciszkanie z Polski. Wysyłany jest tam również nauczyciel języka Polskiego przez CODN.
W efekcie działania ustawy preferującej de facto osoby najbogatsze - zdolne podjąć koszty repatriacji, jak i potrafiące nawiązać kontakt z Polską i konkretnym zarządem gminy (przed wprowadzeniem systemu "Rodak") w Kazachstanie pozostały w znacznym stopniu osoby mniej zamożne i słabiej wykształcone.
Polska - brak "woli politycznej"
Oprócz spektakularnych i zaniechanych już działań w okresie Bożego Narodzenia PAH Janiny Ochojskiei, organizowanych ze środków rządowych, trudno się dopatrzyć w Macierzy przychylnej atmosfery dla repatriacji z Kazachstanu. Liczne swego czasu wystąpienia premierów i senatorów pełne kwot repatriacyjnych idących w tysiące nigdy nie zostały zrealizowane.
Pomimo mnogich frazesów wyrażanych przez kolejnych premierów, najłatwiej chyba można zaobserwować brak woli politycznej polskich dla tzw. repatriacji ze strony elit polskich poprzez fakt niepodejmowania starań o nawiązanie umowy z Kazachstanem w spawie okresów składkowych osób repatriujących się, co powoduję pauperyzację w Polsce repatriantów szczególnie mających za sobą już duży staż pracy. Siłą rzeczy przy założeniu repatriacji jednostkowej nie podjęto rozmów transportowych (pociągi repatriacyjne) czy zrzeczenie się obywatelstwa. Prowadzi to w efekcie do traumatycznych doświadczeń repatriantów pozostawionych bez opieki, przekraczających kolejne granice samodzielnie, walczących o swoje mienie z kolejnymi celnikami państw tranzytowych.
Można pokusić się również konstatację, że nie jest to tylko brak woli ale i szerszej, spójnej myśli politycznej wobec Polaków na Wschodzie. Równocześnie funkcjonuje wadliwa ustawa o Repatriacji, mająca teoretyczny na celu sprowadzenia Rodaków do Macierzy, jak i zaczyna działanie Karta Polaka, o niespójnym zakresie preferencji polepszająca relacje z Macierzą, ale utrzymująca rodaków na Kresach.
Ten krótki rys trudnych powrotów z Kazachstanu do Polski nie ujmuje problemów procesu adaptacyjnego ani warunków życia repatriantów w Polsce (szerzej pisze o tym P. Hut, 2002), jak również pomijam opis sytuacji w Kazachstanie.
Artykuł stanowi tylko próbę zarysowania istotnych, a moim zdaniem błędnych, systemowych założeń lezących u podstaw fiaska trwającego już z górą od 15 lat procesu tzw. repatriacji Polaków z Kazachstanu.
Bibliografia:
Bogusławski Fr.
"Z Kazachstańskich stepów do sejmu RP", wyd. Comandor, Warszawa 2005
Erlick J..Frelak j., Hut P.
"Polska i Niemcy wobec Polaków na Wschodzie. Polen und Deutschland gegenuber ihren Diasporas im Osten", Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2006
Gawęcki M.
"Kazachstańscy Polacy", Polskie Towarzystwo Demograficzne, Warszawa 1996
Hut P.
"Warunki życia i proces adaptacji repatriantów w Polsce w latach 1992-2000", Instytut Polityki Społecznej UW, Warszawa 2002
Stępień St. Red.
"Polacy na Ukrainie. Zbiór dokumentów cz. 1: lata 1917-1939. tom I" Południowo-wschodni Instytut Naukowy w Przemyślu, Przemyśl 1998
Pietrow N.W, Rogińskij A.B (1997)
Polskaja operacja [w] Daniel A.Ju. [red]
Represji protiw poljakow i polskich grazdan, "Zwienja", Moskwa
Polski S.A. (1996),
Biełarusy, etnageagrafija, demagrafija, dyjaspara, kanfesii Mińsk 1996
Sojecki Cz.red.
"Leksykon PWN", PWN, Warszawa 1972
Ruchniewicz M.
"Repatriacja ludności polskiej z ZSRR w latach 1955-59", wyd. "Volumen", Warszawa 2000
Walter Żelazny
"Francja wobec mniejszości narodowych etniczność, etnopolityka, etnosocjologia", Wyższa Szkoła Społeczno-Gospodarcza w Tyczynie, Tyczyn 2000
Robert Wyszyński
Przypisy:
[1.] Problem terminologicznej nieadekwatności W opisie I i II fali powrotów i przesiedleń z lat 40-tych i 50-tych do Polski opisała w swej rozprawie doktorskiej dr Małgorzata Ruchniewicz "Tzw. repatriacja ludności polskiej z ZSRR w latach 1955-1959". Co symptomatyczne wydanie książkowe tejże pracy ma zmieniony tytuł, jak to podkreśliła sama autorka, ze względu na fakt powszechnego w przeszłości i również obecnie, tak przez historyków jak i samych repatriantów, stosowania terminu "repatriacja" wobec masowych powojennych przesiedleń. "Repatriacja ludności polskiej z ZSRR w latach 1955-59" wyd. "Volumen", Warszawa 2000
[2.] Stroński H. "Polska droga do Kazachstanu. Represje wobec ludności polskiej na Ukrainie w latach trzydziestych" w "Przegląd Wschodni" zeszyt 2(10) - 1994 Stroński H. "Nieudany eksperyment. Treść, formy i skutki sowietyzacji ludności polskiej na Ukrainie w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku" w Kisielewski T. (red.) "Polska droga do Kazachstanu. Materiały z międzynarodowej konferencji naukowej Żytomierz 12-14 października 1996" Wydawnictwo Instytutu Historii PAN, Warszawa 1998 M.Iwanow, "Pierwszy naród ukarany. Polacy w Związku Radzieckim 1921-1939". PWN, Warszawa-Wrocław 1991.
[3.] Odsyłam tu ponownie do pracy dr Małgorzaty Ruchniewicz "Tzw. repatriacja ludności polskiej z ZSRR w latach 1955-1959".